882aa438214e85863aca001538e51a160b09bf4b.jpeg

Agnieszka Maciąg: Karmiłam piersią, bo nie ma nic lepszego dla dziecka niż pokarm matki

Agnieszka Maciąg – modelka i dziennikarka, mama dorosłego syna i kilkuletniej córki. Rozmawiamy z nią o tym, dlaczego pokarm matki jest wyjątkowy, jak zmienia się skład mleka kobiecego i jak pokonać trudności podczas karmienia piersią.

Dlaczego karmiła Pani piersią?

To proste – pragnę dla mojego dziecka tego, co najlepsze, a nie ma nic lepszego niż mleko mamy. Pokarm matki to absolutnie unikalna substancja, której nie można sztucznie podrobić. Naukowcy badają skład mleka kobiecego od dziesiątek lat i ku ich zdumieniu, nieustannie odkrywają nowe, bezcenne substancje, składniki oraz właściwości. Mleko mamy to fenomen, którego do końca jeszcze nie poznaliśmy. Jest idealnie dostosowane do potrzeb niemowlęcia. Ponadto stale się zmienia i dopasowuje do coraz to nowych potrzeb intensywnie rozwijającego się maleństwa. Na przykład podczas upałów pokarm matki staje się rzadszy i zaspokaja pragnienie dziecka, a podczas mrozów staje się cieplejszy. Zmienia się wtedy także skład mleka matki – zimą pokarm staje się bardziej tłusty i kaloryczny. Idealny na chłody. Mleko mamy jest zawsze najlepszej jakości, świeże, ciepłe, w każdym momencie przeznaczone do karmienia. Jednym słowem jest to pokarm inteligentny.

Gdy w 1992 roku urodziłam starszego syna, Michała, w polskich szpitalach funkcjonowały jeszcze zasady postkomunistyczne. Na porodówkach dzieci były zabierane od matek, umieszczane w osobnych pomieszczeniach i przynoszone jedynie do karmienia. Zwykle były to dzieci wcześniej już nakarmione sztucznym pokarmem, żeby nie płakały. A więc były to dzieci, które nie miały ochoty na mleko mamy i ssanie piersi. W ten sposób już w szpitalu skutecznie uniemożliwiano kobietom i ich dzieciom nawiązanie relacji oraz wytworzenie prawidłowej laktacji. W związku z tym większość kobiet szybko traciła pokarm. Wtedy pozostawało już tylko karmienie sztucznym pokarmem. Mnie jakimś cudem udało się karmić syna piersią przez około 3 miesiące, chociaż ja również, ze względu na te praktyki, od samego początku wspomagałam się sztucznym mlekiem.

Kiedy zaszłam w ciążę po raz drugi, obiecałam sobie, że zrobię wszystko, co w mojej mocy, żeby Helenkę karmić piersią. Przeczytałam wtedy niemal wszystkie dostępne na rynku książki, chodziłam na spotkania edukacyjne z położną (bezcenne!) i uważałam, że jestem świetnie przygotowana do karmienia piersią. Mimo to rzeczywistość mnie zaskoczyła. Planowałam, że będę karmiła Helenkę przez 2 lata, ale trwało to nieco krócej, bo 17 miesięcy. Chociaż to i tak bardzo długo. Przez pierwsze 6 miesięcy karmiłam córeczkę wyłącznie piersią – niczego innego jej nie podawałam – ani soczków, ani wody. Karmienie piersią okazało się i trudne (bo wiązało się z niewyspaniem), i bardzo wygodne (moje dziecko miało stały dostęp do świeżego pokarmu). Ale najważniejsze z tego wszystkiego jest to, że Helenka przez cały ten czas w ogóle nie chorowała.

Czy karmienie piersią było dla Pani ważne?

Karmienie piersią to sztuka, której przez pierwsze 6 tygodni wspólnie uczą się i mama, i dziecko. Pomimo tego, że karmienie jest tak naturalną czynnością, wiele kobiet początkowo może napotkać różne przeszkody. Nie zawsze jest lekko. Ja też przez to przeszłam. Wiem, że karmienie piersią jest dla kobiety czynnością jak najbardziej naturalną, niektórym z nas przychodzi to bardzo łatwo i jest przyjemne. Ale ze mną tak nie było. Moje początki były trudne i znam mnóstwo dziewczyn, dla których również nie było to łatwe. Pomimo trudności można jednak przez to przejść – pod warunkiem, że jest wiedza i świadomość, po co to robimy.

Przez 14 pierwszych miesięcy życia Helenki spałam przerywanym snem po 4-5 godzin na dobę. Byłam bardzo zmęczona. Czasem tak zmęczona, że zdarzało mi się płakać z bezsilności. Miałam wrażenie, że to się nigdy nie skończy. To jednak było tylko wrażenie, a nad nim górowała WIEDZA, że trudności w końcu miną, a także wiedza o tym, jak bezcenny jest skład mleka matki i że podając je dziecku, robię dla niego coś bardzo ważnego i bardzo cennego. To było moja inwestycja w przyszłość Helenki, moją i całej naszej rodziny. Karmienie piersią jest jedną z najważniejszych życiowych decyzji, która determinuje przyszłe życie nie tylko dziecka, ale również całej rodziny. Bo gdy cierpi i choruje dziecko, wtedy cierpi i choruje cała rodzina.

Doświadczenie mojego pierwszego macierzyństwa pokazało mi, co się dzieje się z dzieckiem, które jako niemowlę jest karmione sztucznym pokarmem. Doskonale pamiętam noce, które przepłakałam w szpitalu z małym Michałem. Mój syn w dzieciństwie bardzo często chorował. Miał alergie i problemy pokarmowe, zmiany skórne, częste infekcje, problemy z trawieniem. Wiem, że gdybym wtedy karmiła go piersią, podarowałabym mu zupełnie inne życie. Poczucie żalu z powodu nieodwracalności sytuacji jest niezwykle bolesne. Oczywiście, kiedy Michał był mały, nie wiązałam jego chorób z tym, że nie karmiłam go naturalnie, ale gdy zaszłam w ciążę po raz drugi i zaczęłam korzystać z najnowszej, naukowej wiedzy, zrozumiałam, co było przyczyną problemów zdrowotnych mojego syna.

Co chciałaby Pani przekazać karmiącym mamom?

Chcę zaznaczyć, że nie krytykuję dziewczyn, które karmią swoje dzieci sztucznym pokarmem. Uważam, że każdy ma prawo wyboru swojego sposobu na życie – i ja to szanuję.

Przede wszystkim chciałabym powiedzieć kobietom, że w razie problemów nie można się załamywać, ale trzeba szukać fachowej pomocy, np. u swojej położnej, doradcy laktacyjnego albo nawet koleżanki, której udało się długo karmić. Nie słuchać negatywnych, zniechęcających opinii, ale szukać wokół siebie osób, którym się udało.

Młode mamy często szukają wiedzy, mądrości i wsparcia u swoich mam. Nie chce nikogo deprymować, wiem, że nasze mamy chcą dla nas jak najlepiej. Pragnę jedynie zwrócić uwagę na fakt, że bardzo niewiele współczesnych polskich babć może być dzisiaj ekspertami w dziedzinie karmienia piersią. W minionych tysiącleciach kobiety przekazywały sobie wiedzę m.in. o karmieniu piersią z pokolenia na pokolenie. Teraz jednak trzeba zdać sobie sprawę z realnej luki, która się pojawiła w XX wieku. Kobietom zabierano dzieci po porodzie, a później mówiono im, że nie mają pokarmu lub że ich pokarm jest bezwartościowy (a mleko z butelki jest lepsze). Gdy urodziłam Michała, powiedziano mi, że pierwsze mleko mamy, czyli tzw. „siara” nie ma żadnych wartości, a dzisiaj z wielu badań wiemy, że jest ono dla dziecka najcenniejsze – jest to najlepsza, fenomenalna, naturalna szczepionka. Ważne jest więc uczenie się, szukanie i zdobywanie rzetelnej wiedzy na temat tego, co zawiera skład mleka kobiecego – aby nie popełnić nieodwracalnych w skutkach błędów.

Pierwsze 6 tygodni karmienia piersią to czas nauki zarówno dla mamy, jak i dla dziecka. Uczenie się siebie i nawiązywanie wyjątkowej, intymnej więzi. Te pierwsze 6 tygodni to dla kobiety również ważny czas wyciszenia – połóg.

Zauważam jednak, że z jakiegoś powodu cierpimy na wirusa pośpiechu. Istnieją wręcz niepisane zawody: która mama szybciej wróci do formy, do pracy, na salę ćwiczeń, na czerwony dywan. Obłęd. Gdzie my się wszyscy tak śpieszymy? Te pierwsze dni, tygodnie, miesiące to bezcenne chwile, które kształtują przyszłość naszych dzieci. Nie można ich przegapić w pogoni naszego wiecznie niezaspokojonego, nienasyconego i znerwicowanego ego. Na wszystko jest czas.

Przez pierwsze 6 tygodni po urodzeniu Helenka w zasadzie nieustannie była „na piersi”. Tak jak wcześniej wspomniałam – było to i piękne, i trudne. Bolały mnie sutki i cały kręgosłup. Dochodziłam jednak do siebie w błyskawicznym tempie, ponieważ karmienie piersią jest wielkim wsparciem dla całego organizmu matki, włącznie ze stroną emocjonalną, psychiczną itd.

Ciemną stroną było natomiast to, że byłam totalnie niewyspana. Pomimo całej wiedzy, dojrzałości i determinacji przechodziłam trudne chwile. Pojawił się nawet moment kryzysu: „Nie dam już rady” – myślałam i marzyłam: „Żebym chociaż na chwilę mogła odpocząć”… Wysłałam nawet Roberta (Robert Wolański, mąż Agnieszki Maciąg – przyp. red.) do sklepu po sztuczny pokarm i butelkę. Ale gdy wrócił do domu, mój kryzys już minął. Nie poddałam się :), na szczęście!

Dlatego nigdy w życiu nie skrytykuję żadnej dziewczyny, która zrezygnowała z karmienia piersią. Wiem, że bywa ciężko – ale czy ktoś obiecał, że będzie łatwo? To, co ważne, wymaga wysiłku!

Zawsze będę bardzo zachęcała dziewczyny, aby spróbowały przetrwać trudne chwile. Dlaczego? Bo warto! Moja córeczka praktycznie nie choruje. Jest silna i zdrowa. Wspaniale się rozwija pod każdym względem. A jeśli nawet złapie jakiegoś wirusa, to jej organizm radzi sobie z nim błyskawicznie! Mam wtedy poczucie szczęścia i satysfakcji, bo wiem, że dałam jej to co, najlepsze.

Młodym mamom czasem wydaje się, że karmienie piersią POWINNO być łatwe i przyjemne, a jeśli takie nie jest, to są złe, sfrustrowane, rozgoryczone. Dla niektórych z nas rzeczywiście jest to łatwe, miłe, przyjemne i piękne, ale dla innych karmienie jest bardzo trudne. Jednak fakt, że nie jest łatwo, nie powinien oznaczać, że trzeba zrezygnować i się poddać. Wszystko, co w naszym życiu jest naprawdę cenne, wymaga wysiłku. Wszystko. Dlaczego z karmieniem piersią ma być inaczej? Każdy wielki cel wymaga od nas wysiłku i wyrzeczeń. Gdyby tak nie było, to ten cel by nie był wielki. A karmienie dziecka piersią to cel WIELKI – nieporównywalny z niczym innym. 

Warto też pamiętać, że bez względu na sytuację, nieocenioną pomocą podczas karmienia piersią jest wsparcie najbliższych osób. W otoczeniu rodziny, która rozumie nasz wybór i wspiera w pokonywaniu trudności, karmienie piersią staje się cennym doświadczeniem, które wzmacnia na całe życie.

Jakie problemy dostrzega Pani w sprawie karmienia piersią?

Wystarczy spojrzeć na statystyki: przed narodzeniem dziecka ponad 50% kobiet deklaruje chęć karmienia piersią. Do 6 tygodnia życia karmionych piersią jest tylko 46% dzieci; od 2 do 6 miesiąca życia – 42% dzieci; w 9 miesiącu życia – 17% dzieci; a w 12 miesiącu życia – już tylko 11,9% dzieci.

Oczywiście karmienie piersią jest czynnością jak najbardziej naturalną – w przeciwnym razie ludzkość już dawno by wyginęła. Matki wszystkich ssaków karmią swoje potomstwo piersią i jedynie człowiek rezygnuje z tej możliwości, by wesprzeć się sztucznym pokarmem. Dlaczego? Bo ma wybór, a tam gdzie jest wybór, pojawia się dylemat. A w sytuacji trudności, dyskomfortu lub kryzysu istnieje możliwość sięgnięcia po łatwiejszą metodę. Ale czy lepszą? Czy łatwiej dzisiaj, oznacza również łatwiej w szerszej perspektywie czasu? Niestety nie.

Słyszałam z ust dziesiątek karmiących młodych mam, które były bliskie przerwania karmienia piersią, takie stwierdzenia: „Nie mam mleka”, „Czuję się zmęczona, uwiązana, nie mam swojego życia”.

Wokół karmienia narosło też wiele szkodliwych mitów. „Mam za słaby pokarm”, „Nie mam pokarmu” – takie stwierdzenia pojawiają się zaskakująco często, chociaż są nieprawdziwe. Nie wiadomo czemu krążą one po forach internetowych i skutecznie sieją zamęt.

Tylko niewielki procent kobiet na świecie nie jest w stanie wykarmić piersią swoich dzieci. Nawet kobiety z krajów Trzeciego Świata, niedożywione i słabe, mają taką ilość pokarmu, jaka jest potrzebna do tego, by wyżywić dziecko. Piersi działają jak fabryka – jest popyt, jest też podaż. Gdy dziecko ssie pierś, piersi produkują pokarm – za każdym razem inny, o innym smaku, odpowiednio dobranych składnikach i właściwościach (jeżeli np. jesteś przeziębiona, w pokarmie automatycznie znajdują się przeciwciała chroniąca maluszka przed infekcją). Pokarm matki to wielofunkcyjna i unikalna substancja.

Dlatego tak ważne jest, by w razie trudności szukać fachowego wsparcia.

Ból, który pojawia się podczas karmienia piersią, często ma związek z nieprawidłowym przystawianiem dziecka do piersi, dlatego warto wtedy sięgnąć po fachową pomoc. Każda młoda mama powinna mieć wsparcie wybranej przez siebie położnej. Istnieją też tzw. pogotowia laktacyjne, gdzie można zwrócić się w razie problemów. Warto nie poddawać się, mieć determinację i wierzyć we własne siły!

Dodatkowo wmówiono kobietom, że czas karmienia jest czasem totalnych ograniczeń – zwłaszcza w diecie, tymczasem nie ma czegoś takiego jak specjalna dieta matki karmiącej. Podczas karmienia piersią nie powinno się stosować żadnych restrykcyjnych diet, ważny jest tylko zdrowy, mądry, racjonalny sposób odżywiania się. Pożywienie karmiącej mamy powinno być różnorodne i pełnowartościowe. Nie można niczego ograniczać.

Jest też wiele do zrobienia w szpitalach. Ogromne znaczenie dla prawidłowego rozpoczęcia karmienia mają pierwsze chwile po porodzie. Tuż po narodzinach mama i dziecko muszą mieć nieprzerwany kontakt skóra do skóry minimum przez dwie godziny, ale najlepiej, by dziecko było przez cały czas blisko mamy. W wielu miejscach wciąż tego brakuje, a dokarmianie noworodków nadal jest na porządku dziennym. To wszystko ma duży wpływ na karmienie piersią.