fotolia-79091170-subscription-monthly-m-2.jpg

Nazwano mnie matką wygodną, której nie chce się gotować dziecku obiadów i podaję pierś.

W szpitalu nie uzyskałam pomocy przy przystawieniu dziecka do piersi, dysponowałam tylko wiedzą wyczytaną z książek oraz radami mojej mamy. Piersi miałam pełne pokarmu zaraz po urodzeniu (cc). Dziecko miało problem z chwytaniem piersi, brodawki miałam strasznie poranione, krwawiące- pielęgniarki kazały kupić nakładki silikonowe- nie byłam przekonana, ale przecież one były bardziej doświadczone… z nakładkami było tak, że udało się dziecku zassać, ale często też wypluwało pierś, dziecko było nerwowe. Wieczór przed wypisem ze szpitala przyszła pielęgniarka, która jako jedyna zapytała czy mam jakiś problem, czy pytania. Posiedziała ze mną i przypilnowała, by moje dziecko się najadło bez nerwów. Pokazywała jak przystawić, jak wyjąć brodawkę jeśli dziecko źle chwyci i będzie bolało mnie i nie musiałam używać nakładek. Była to bardzo młoda pielęgniarka i żałuję, że nie miałam okazji jej ponownie podziękować. W domu pomagała mi mama, podpowiadała. Brodawki miałam w opłakanym stanie. Przy przystawianiu płakałam jak szalona, był moment, że bałam się bólu i zamiast przystawiać dziecko do piersi, to w momencie kiedy widziałam jak chwyta brodawkę, to zabierałam pierś. Pomógł mi wtedy mąż. Zamykałam oczy, a On przystawiał dziecko do piersi. Kiedy już chwyciło, ból był straszny, mąż przytulał mnie mocno, mówił jaka jestem dzielna i z czasem było lepiej. Gdy brodawki się zagoiły (smarowałam swoim pokarmem- rada mamy), to karmienie było wielką przyjemnością. Pokonałam kryzys laktacyjny oraz liczne nawały pokarmu (nawet w 11 miesiącu). Córka ma 18 miesięcy. Nadal karmię. Przez ten czas spotkałam się z krytyką, między innymi lekarzy. Dwóch ginekologów, którzy w mojej okolicy uważani są za najlepszych specjalistów nazwało mnie głupią albo chytrą. Usłyszałam sporo krytyki, że żałuję dziecku pieniędzy na mieszanki. Jest przecież tyle dla dzieci kaszek, słoiczków. Nazwano mnie matką wygodną, której nie chce się gotować dziecku obiadów i podaję pierś i żadne moje tłumaczenia, że moje dziecko spożywa normalnie posiłki i dodatkowo pierś, nic nie dało. Zrezygnowałam z usług tychże lekarzy. Znalazłam innego, fakt drogiego lekarza, ale on jako jedyny mi pogratulował, że tak długo karmię. Pediatra chciała odchudzić moje pół roczne dziecko wprowadzając mleko modyfikowane, gdy nie zgodziłam się, to pediatra obrócił to w żart…lekarz rodzinny- kiedy rozchorowałam się na zapalenie krtani, przepisał mi leki, które są zabronione kobietom karmiącym piersią, a zapewniał mnie, że będą bezpieczne dla mojego rocznego dziecka. Wykupiłam leki, ale w domu sprawdziłam czy aby na pewno są bezpieczne i okazało się, że są kategorycznie zabronione… zostałam wprowadzona w błąd, ale na szczęście sprawdziłam zanim przyjęłam lek. Wyleczyłam się inhalacjami i domowymi sposobami, a lekarza zmieniłam. Na dzień dzisiejszy zaznajomiłam się z wieloma artykułami, książkami i na temat karmienia piersią i nie dam sobie niczego wmówić. Podpowiadam znajomym,ale niestety one bardziej cenią zdanie lekarzy, którzy młode mamy wprowadzają w błąd. W moich okolicach nie można liczyć na fachową pomoc. Zastanawiałam się nawet, miałam ogromną chęć by zacząć to zmieniać. Chciałabym uzyskać certyfikat, ale szczerze nie wiem jak się za to zabrać.

Mamuśka Milena
Matka i żona na pełen etat, blogerka.